Natalia Vodianova – bajka o Kopciuszku
Historia Natalii Vodianovej jest niczym z bajki.
Młoda dziewczyna handlująca owocami
na straganie w niewielkim, rosyjskim mieście zostaje jedną z najsłynniejszych
modelek, a niedługo potem wychodzi za mąż za brytyjskiego arystokratę i
milionera.
Życie, nie bajka
Z dzieciństwa pamięta szare bloki, ciągle kapiący kran w kuchni i poważną twarz
matki. – Mama pracowała bardzo
ciężko, czasem mieliśmy pieniądze, czasem nie mieliśmy nic – Natalia nie kryje,
jak żyła. Wychowała się na jednym ze smutnych i nędznych osiedli w Niżnym
Nowogrodzie (wtedy Gorki), które było przemysłowym miastem ówczesnego Związku
Radzieckiego. Produkowano tam znane u nas samochody: „gaziki” i Pobiedy. Dobrze
wie, co to bieda i brak perspektyw. Prawda jest taka, że przeszła twardą
szkołę.
Jej dzieciństwo skończyło się bezpowrotnie, kiedy na świat przyszła młodsza
siostra Oksana. Diagnoza: porażenie mózgowe, upośledzenie umysłowe – była dla
rodziny jak wyrok. Ojciec nie udźwignął ciężaru, odszedł. Natalia miała wtedy
sześć lat, a jedenaście, gdy poznała, co znaczy ciężka praca. Biegła na targ
razem z mamą o świcie, jeszcze przed szkołą, właściwie po ciemku. O piątej,
szóstej rozkładała ciężkie, drewniane skrzynki z owocami. Potem cały dzień
wyciągała drzazgi powbijane w dłonie. Odpoczywała w szkole, a później wracała
na targ. Lekcje? Nie miała na nie czasu. Koleżanki? Stroniły od niej. Zresztą i
tak musiała opiekować się siostrą, a później i drugą. Gotowała, prała, nie
skarżyła się. I dziś potrafi mówić o tym z uśmiechem: – Moje handlowanie urosło
do rangi legendy. Po prostu potrzebowałam pieniędzy, starałam się wesprzeć
mamę, bo utrzymywała nas sama. Radziłam sobie. Dziś mogłabym być niezłą
bizneswoman – mówi.
Ten obrazek sprzed lat, z Rosji, coraz mocniej zaciera się w jej pamięci.
Natalia jest żoną brytyjskiego arystokraty, multimilionera, księcia Justina
Portmana i jedną z lepiej opłacanych modelek. Dziś często rezygnuje z zaproszeń
czy kontraktów (choć kuszą ją wielkimi pieniędzmi), by zostać w domu z dziećmi.
Tom Ford mówi o niej „najpiękniejsza kobieta świata”. Mario Testino nazywa „supernową”. Jest wyjątkowa.
Nic z zimnej lalki. Łapie spojrzenia, odpowiada uśmiechem na uśmiech. Szczodrze
sięga do swojej kieszeni. Jej fundacja Nagie Serce (Naked Heart) sprawia, że na
twarzach dzieci w różnych zakątkach Rosji pojawia się radość. W planie, który
konsekwentnie realizuje, jest 500 placów zabaw. – Rosji się nie zapomina.
Wracam tam często, mam kontakt ze swoją rodziną, z kulturą. Uwielbiam rosyjskie
jedzenie, siedzenie przy kolacji z wódką – mówi. Ale dziś leci w zupełnie innym
kierunku. Paryż.
Koronki i barchany
Bała się, zastanawiała, czy sobie poradzi. – Chodzenie po wybiegu, na pokazach,
to co innego. Bycie modelką jest jednowymiaro- we. Projektowanie bielizny
stanowiło wielkie wyzwanie. Tu odkrywam kawałek siebie, swojej zmysłowości –
zdradza. Okazało się, że ma do tego dryg i całkiem niezły pazur, nie raz
kłóciła się o wymyślone przez siebie modele i wygrywała. Co pokaże tym razem?
Delikatne koronki – żółte, brzoskwiniowe i czerwone.
Kostiumy kąpielowe pełne dzikich kwiatów, drapieżnych cętek.
Piękne, kuszące.
– Pamiętasz bieliznę, jaką nosiłaś wiele lat temu w Rosji? – pytam. – Pewnie w
niczym nie przypominała tej, na którą teraz patrzymy? – Oczywiście, że nie –
śmieje się. – Ale zawsze była ważna. Nie zapomnę uczucia, gdy po raz pierwszy
założyłam prościutki biały stanik.
Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na siebie z zachwytem. To
był czas, kiedy z dziewczynki stawałam się kobietą. Czas odkrywania swojego
ciała, gdy pierwszy raz golisz nogi czy regulujesz brwi. Okres dorastania
okazał się dla Natalii przełomowy.
Chwilę po swoich szesnastych urodzinach poznała chłopaka, który pracował jako
model w Moskwie. Dobrze im się gadało. On zasiał w niej tę myśl, że sama też
mogłaby spróbować. I choć z początku myślała: „Jestem za chuda, trochę zbyt
płaska”, zdecydowała, że pójdzie na organizowany w Niżnym Nowogrodzie casting.
– A tam usłyszałam, że w ciągu trzech miesięcy znajdę się w Paryżu. I to była
prawda – opowiada. Jako siedemnastolatka podpisała kontrakt z agencją Viva
Models. Największą barierą był język.
Po angielsku nie mówiła ani słowa. Z początku ledwie mogła zrozumieć, o co ją
proszą. Ma włożyć tę sukienkę, a potem inną? Przejść wolno, szybciej, obrócić
się? Zgadywała.
Przez te trzy miesiące pierwszy raz w życiu uczyła się jak szalona. Czuła, że
tej szansy nie może stracić. Totalnie onieśmielona, pracowała bez słowa
sprzeciwu, od świtu do nocy. To przecież umiała jak nikt. Wystarczyły dwa lata,
a z nieznanej dziewczyny stała się gwiazdą. W 2001 r. błękitnooka Rosjanka z
hipnotyzującym spojrzeniem została uznana przez magazyn „W” za największą
sensację w świecie modelek. „Teen Vogue” zaprosił ją na okładkę. A ona? Zaszła
w ciążę.
Po prostu miłość
I nie liczyło się nic, bo przyszedł czas na szalone, nierealne uczucie, bo ci
dwoje byli jak z dwóch innych planet. Ona zarabiała wtedy jakieś sto dolarów
miesięcznie, każdego dnia
jeździła na kilkanaście castingów i mieszkała z koleżankami. On malował dla
przyjemności, a jego rodzina posiadała blisko połowę najelegantszych
londyńskich kamienic. – Kiedy poznaliśmy się z moim mężem, nie rozumiałam wiele
po angielsku. On śmieje się, że mówiliśmy do siebie językiem miłości – wspomina
Natalia. Najpierw na świat przyszedł pierwszy syn pary, Lucas. Potem wzięli
ślub. Wesele w Sankt Petersburgu trwało trzy dni. Zamieszkali w Anglii, w West
Sussex, kilkadziesiąt kilometrów pod Londynem. Odnowili dom z XIV wieku. To ich
miejsce na ziemi. Natalia zna każdą ścieżkę kilkuhektarowego ogrodu, uwielbia
jeździć po nim konno. Pływa codziennie w jedym z dwóch basenów. Jak w bajce. –
Kiedy czuje się najpiękniejsza? Nawet nie daje mi dokończyć pytania. – Nie
sprawia tego żadna sukienka, fryzura, makijaż... Tylko niedzielny poranek z
moją rodziną w zwykłej bawełnianej koszulce. Z dziećmi i Justinem. Uwielbiam
być w domu. Włosy spinam w kucyk i jestem sobą, z dala od ludzi pełnych
oczekiwań – opowiada. Aż trudno uwierzyć, że ta drobna dziewczyna urodziła
trójkę dzieci. I za każdym razem wracała do pracy, na wybieg. – Zaczynam dzień
od jogi. Robię 12 asan „powitanie Słońca” i ono mnie nie opuszcza – tłumaczy.
Po ostatnim porodzie pobiła swój rekord.
Minęły ledwie dwa tygodnie, a ona wystąpiła na gali otwierającej wystawę „Złoty
Wiek Mody” w Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie. Nie ma chyba innej modelki,
która tak jak Vodianowa brałaby udział w sesji strojów kąpielowych, będąc w
czwartym miesiącu ciąży. Albo schodziła z wybiegu, by zaraz za kulisami
nakarmić piersią dziecko. Natalia jest z tego dumna.
A jednak wiosną ubiegłego roku przyznała otwarcie, że presja powrotu na wybieg
była ogromna: – Po urodzeniu dziecka bardzo schudłam pod naciskiem branży. W
końcu zdałam sobie sprawę, że miałam zaburzenia żywienia. Zgłosiłam się na
terapię, przełamując własne opory i wstyd. Cieszę się, że to zrobiłam. Patrzę
na nią, jest szczupła, ale nie chorobliwie. – Chcesz wiedzieć, czy umiem
gotować? – rzuca. – Moje popisowe danie to duszony bakłażan z owczym serem,
orzechami, bazylią, odrobiną rukoli. Do tego dużo gęstego balsamico i
trochę oliwy. Smakuje wspaniale. Od pięciu lat stosuję dietę
zgodną z grupą krwi, moja to AB Rh plus. Z początku było ciężko, bo lubię mango
i awokado, a musiałam z nich zrezygnować.
Nie piję też czarnej herbaty, tylko ziołową z miodem. Rano
budzę się kawą, ale nigdy z mlekiem. Jeśli grzeszę, to winna jest gorzka
czekolada – wyjaśnia.
Serce nie sługa
To działa! Choć dobiega trzydziestki, z twarzą anioła i czarem lolity wciąż
wygląda jak nastolatka. Chodziła u największych projektantów, była twarzą
Calvina Kleina, Chanel, Diane von Furstenburg, domów mody Gucci i Louis
Vuitton. Reklamowała potentata L’Oréal. Teraz rzadziej pokazuje się na
wybiegach, ale nie pozwala o sobie zapomnieć. – Czułabym się źle, gdyby moje
życie miało polegać na „nicnierobieniu” – mówi. – Jestem jej wielką fanką –
przyznaje Grace Coddington, dyrektor artystyczna amerykańskiego „Vogue’a”. –
Nie ma wielu takich twarzy. Założysz na nią papierową torbę i jest już kreacja.
Ona błyszczy!
Jesteśmy w Paryżu. Koniec stycznia. Za chwilę zacznie się pokaz mody kolekcji
Natalii dla Etam. Na widowni
Kate Moss, Emmanuelle Seigner, Mario Testino, Stefano Pilati. Na wybiegu
obok modelek – śpiewające gwiazdy: Beth Ditto, Karen Elson, The Kills, Janelle
Monae. Vodianova siedzi w pierwszym rzędzie. Nagle zrywa się z miejsca i znika.
Już nie wróci. Tego dnia na moskiewskim lotnisku zginęli ludzie. Ktoś właśnie
powiedział jej o krwawym zamachu. W jednej chwili cały ten blichtr przestał się
liczyć. Koniec pokazu. Nie będzie wywiadów. Ekipy telewizyjne kręcą się wkoło
bezradnie. Ktoś powtarza: – Show must go on. Ale przecież serce nie sługa. A
Natalia ma serce jak mało kto.
Za : www.kobieta.pl/moda/modelki/zobacz/artykul/natalia-vodianova-bajka-o-kopciuszku/